Wypad pod namiot był nieoczekiwany. Spontanicznie spakowała wszystko i ruszyła w drogę. Nie często mogła sobie pozwolić na tego typu przyjemności. Poszła na żywioł i nie żałowała. Było bosko.... Ognisko, muzyka, głośne rozmowy i przede wszystkim świeże leśne powietrze. To było coś czego potrzebowała. Coś co dało poczucie wolności i odprężenia. Jakiś szczegół nie dawał jednak jej spokoju. Wiedziała, że o czymś zapomniała. Przekonała się o tym już o poranku, kiedy to spojrzała w małe lustereczko, które zawsze zalega w torebce. W głowie jeszcze szum, a na twarzy tragedia !
Gdyby jeszcze jakieś wilgotne chusteczki były gdzieś w zapasie, suchymi przecież nic nie zdziała, a nie chciała by towarzysze widzieli ją w tym stanie. Na pomoc przyszła jej Ola, ona to chyba wozi ze sobą wszystko. Mleczko do demakijażu to nie bardzo jej bajka, ale cóż lepsze to niż nic.....
